Wpisy

Dzika kobieta

Dzika Kobieta

Nie dała się ujarzmić. Nie pachnie i nosi wysokich obcasów. Nie dba o to, by się podobać.

Wie kim jest, bo dobrze poznała swoją ciemność. Jest nieustraszona.

Zakładano Jej maski i wymagano, by właściwie wypełniała swoją rolę. Wybrała jednak wolność.

Kołysząc biodrami swobodnie idzie przez świat. Nie zakrywa piersi stanikiem z lęku, że ktoś ją skrzywdzi.

Jej serce lśni pełnią blasku. Mocno stąpa po ziemi. Wypędzona poza margines świadomości kobiet, czeka aż się przebudzą.

Przychodzi do tych, które odkryły swoją naiwność. Uwierzyły, że inni wiedzą lepiej. Oddały im swoją moc.

Pomaga poczuć im słuszny gniew, zrzucić pęta i powstać z martwych. Daje siłę, by wznieść się ponad nawykowe działanie.

Jej oddech na karku przyprawia o dreszcze. Jej zapach mdli i budzi odrazę. Nie ma już jednak odwrotu.

To co było musi odejść. Czas zrobić miejsce na nowe.

Z życzeniami dobra, prawdy i piękna,

Ewa Stelmasiak.

koń

Powolność

Szybko jemy, szybko chodzimy, szybko załatwiamy sprawy. Chcemy być wydajni i potrzebni. Cieszymy się, że sprawy idą do przodu. Czerpiemy satysfakcję z efektów naszych działań.

Działanie przynosi nam pieniądze, uznanie zewnętrzne i buduje nasze poczucie wartości. Jesteśmy w ciągłym ruchu i nie potrafimy się już zatrzymać.

Zaprzęgamy się do kolejnych prac traktując siebie instrumentalnie. Mamy służyć firmie, mamy być potrzebni rodzinie. Nasze istnienie ma sens tylko jeśli jesteśmy produktywni.

Realizując zadania z listy zadań coraz słabiej czujemy siebie. Wypełniamy życie działaniem, zapominając o byciu. Odcinamy się od siebie, swoich uczuć i pragnień.

Czasami drażnią nas emocje i potrzeby ludzi wokół nas. Niecierpliwimy się. Nabrawszy prędkości nie potrafimy już być z nimi w głębokim kontakcie.

Zmiana biegu na niższy nie wydaje się wykonalna, nawet gdy przychodzi noc i pora jest spać. Tak trudno jest zwolnić. Tak trudno odpuścić. Tak trudno wyhamować.

Tymczasem bramą do siebie jest powolność. Świadomy oddech i objęcie uwagą swojego ciała. Odpuszczenie napięcia. Obserwacja wewnętrznych impulsów, które każą stale nabierać prędkości.

Uświadomienie sobie, że człowiek to  nie zaprogramowana na wydajność maszyna. Zobaczenie, że nadmierne działanie może stanowić ucieczkę przed sobą samym, która chroni przed czuciem bólu, braku czy tęsknoty.

Miejmy odwagę zwolnić i zajrzeć w głąb siebie. Zróbmy miejsce zarówno na prędkość, jak i powolność. Obydwa stany niosą dla nas bogactwo doświadczeń. Ich współistnienie świadczy o pełni naszego człowieczeństwa.

Z życzeniami dobra, prawdy i piękna,

Ewa Stelmasiak.

Eye of white mustang

Zaklinacz umysłu

Żyjemy w czasach kiedy mamy wszystkiego za dużo. Za dużo informacji, za dużo zadań, za dużo myśli i pragnień. Kartki papieru stają się za małe by pomieścić spis wszystkiego tego, co musimy zrobić.

Muszę, powinnam, nie mogę, bo muszę – to najczęściej używane przez nas początki zdań. Nasz umysł dzieli i rządzi. Oddziela nas od ciała i od najgłębszych potrzeb w tu i teraz.

Mocno pobudzony umysł mknie jak rączy koń zostawiając za sobą wielką chmurę kurzu, która przysłania chwilę, która jest teraz. Przestajemy widzieć i słyszeć. Widzimy tylko cel.

Jego ulubionym narzędziem tortur jest wzbudzanie w nas poczucia winy. Nakreśla dla nas metę, popędza i ponagla, a nasze osiągi nigdy nie są dlań wystarczające, bo zawsze można więcej i lepiej.

Produktywność i wykorzystanie czasu w ciągu dnia stawia na ołtarzu. Karmi nas iluzją podszeptując jacy jesteśmy dzięki nim wartościowi. Nie ceni tego kim jesteśmy, ale to co robimy.

Deprecjonuje serce. Śmieje się z niego i podkreśla jego nieprzydatność w surowym i interesownym świecie. Oskarża o sentymentalizm i naiwność. Karci gdy dochodzi do głosu.

Choć wydaje się być sprzymierzeńcem, może też stać się wrogiem. Jako mustang, nad którym nie mamy kontroli, wyrywa się i ponosi nas tam, skąd wracamy bezsilni i wyczerpani.

Można go jednak oswoić. Jak zaklinacz koni być z nim w kontakcie. Słysząc jego potrzeby i rozpoznając sposoby działania, obejmować pełną miłości uwagą.

Wtedy się uspokaja. Rozpoznaje w nas mistrza i nie próbuje już brykać. Czasem pogalopuje swobodnie, jednak szybko wytraca swoją moc. Objęty świadomością, zwalnia i pokornieje.

Z życzeniami dobra, prawdy i piękna,

Ewa Stelmasiak.

coaching antystresowy

Być jak puste naczynie

Zaprzęgamy się do pracy. Traktujemy siebie jak konia pociągowego. Wypełniamy życie celami. Dążymy i chcemy. Gromadzimy. Walczymy. Zabiegamy. Osiągamy. Doskonalimy się.

Nasz umysł jak błyskawica wybiega w przyszłość, chcąc zmobilizować całe nasze całe jestestwo do osiągania celów, bo to co jest teraz – nie jest dla niego wystarczająco dobre.

Pojawia się lęk przed zatrzymaniem, odpuszczeniem, odpoczynkiem. Tracimy kontakt ze sobą i potrzebami swojego ciała. Osłabiamy się od środka przeznaczając energię na walkę z tym, co jest.

Wiedzeni przez iluzje wytworzone przez umysł, zaczynamy stawiać opór życiu, takiemu jakie ono jest naprawdę, bo wydaje nam się, że wiemy lepiej jakie być powinno.

Denerwujemy się gdy napotykamy przeszkody, które nas spowalniają. Przeszkadzamy najwyższej inteligencji wspierać nasze najgłębsze potrzeby, na siłę robiąc to, co niekoniecznie nam służy.

Wychowani w systemie opartym o nagrodę i karę, nagradzamy się za konformizm. „Dziś zrobiłam dużo, jestem wartościową osobą” – myślimy o sobie.

Brak konformizmu skutkuje karą. Niczym oprawca umysł zaczyna biczować, straszyć i krytykować. Pojawia się silny lęk, że „za wolno”, że „nie robię”, że „za mało”, że „powinnam”. Wpadamy w panikę.

Jest inna droga. To zaproszenie dla życia, by nas niosło. To postawa otwarcia i pokornego oddania zamysłom najwyższej inteligencji. Na tej drodze po prostu pozwalamy rzeczom przyjść do nas.

Usuwamy wewnętrzne bariery, by przygotować się na przyjście dobrego. Stajemy się jak puste naczynie, wierząc, że to co ma przyjść wypełni je wtedy, gdy będzie na to czas.

Żyjemy z przytomnością i pełnym zaangażowaniem. W każdej chwili dajemy z siebie wszystko, jednocześnie odpuszczając przywiązanie do wyniku.

Z zaufaniem poddajemy się  procesowi życia, w każdej jego chwili dbając o czystość naszych intencji, która harmonizuje nas z naturą wszelkiego życia.

Tego życzę każdemu, kto odnajduje w tym ziarno swojej prawdy. Niech się dzieje.

Z życzeniami dobra, prawdy i piękna,

Ewa Stelmasiak.

coaching antystresowy dla menedżerów

Płynąć i kwitnąć

Być z miłością. Płynąć przez życie bez wysiłku. Tańczyć i śpiewać. Czuć swoje ciało i podążać za jego energią. Zwalniać gdy o to prosi. Odpoczywać w ciszy.

Zapraszać twórczą energię. Dawać jej wyraz. Nie śpieszyć się. Oddalać ponaglenia umysłu. Rozpoznawać jak umysł niepostrzeżenie walczy o swoje. Przyjmować to z miłością, jako część bycia człowiekiem.

Zamiast pić kolejną kawę i zaprzęgać się do zadań pod dyktando pędzącego jak błyskawica umysłu, po prostu być i cieszyć się drogą. Widzieć w niej cel sam w sobie.

Dawać sobie przyzwolenie, by być w pełni obecnym. Każdą chwilę traktować jak dar, którego drugi raz nie będzie już nigdy. Karmić się tym darem, kierując odżywczą uwagę ku sobie. Doświadczać.

Będąc przy sobie w miłości, emanować nią ku innym. Mieć w sobie przestrzeń, by słuchać. Z każdym oddechem wysyłać miłość. Widzieć innych otwartym sercem, nie oceniającym umysłem.

Oddawać się procesowi życia w pełni mu ufając. Podążać za znakami. Zawierzać najwyższej inteligencji wszechświata. W pokorze. Wszechświat nas kocha i chce naszego rozkwitu. Idźmy za tym.

Z życzeniami dobra, prawdy i piękna,

Ewa Stelmasiak.